Zmiana dyrektywy Rady 2001/110/WE odnoszącej się do miodu cz.III gmo



J.Girling: Cała dyskusja rozgrywa się o definicje, dlatego też należy być bardzo ostrożnym, w podejściu do wszystkich kwestii regulacyjnych. Należy się raczej na niej mocno skupić  i nie mieszać z innymi tematami, które rzeczywiście mogą być bardziej uzasadnione, ale nie dotyczą tej konkretnej decyzji. Ocena wpływu byłaby oparta na wpływie na zmiany zasad.  W pracach przy dyrektywie o miodzie została stworzona niepewność prawna w wyniku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości, ale zmiana, która się obecnie dokonuje, przywraca istniejące obecnie status quo, czyli to jak jest miód postrzegany. Nie będzie tu żadnej globalnej zmiany. Nic nie zmieni się dla osób, które produkują, sprzedają czy etykietują miód. Wszystko pozostanie po staremu. Dlatego właśnie wniosek o analizę wpływu jest bezpodstawny. Kwestia progów w etykietowaniu produktów z zawartością GMO nie ma nic wspólnego z dyrektywą o miodzie. Większości pszczelarzy oraz stowarzyszeń pszczelarskich dyrektywa w sprawie miodu bardzo się podoba. Ocena oddziaływania nie jest konieczna w temacie omawianej dyrektywy.

L.McEvan: Czy coś będzie robione z zanieczyszczonym pyłkiem miodowym? Komisja przedstawia tylko rozwiązania techniczne. Problemem staje się rozróżnianie pomiędzy tym, czy pyłek jest komponentem czy składnikiem miodu. Konsumenci mogą zostać wprowadzeni w błąd ze względu na brak informacji na opakowaniu w kontekście GMO.

B.Staes: Jeżeli pyłek będzie naturalnym komponentem miodu, to trzeba się zastanowić, jaki to będzie miało wpływ na etykietowanie oraz jak odbije się to na rynku pszczelarskim. Należy odpowiedzieć na bardzo szczegółowe pytania i przeprowadzić analizę wpływów.